Book
Write



Fav me

About me

Favourite:

Mój Profil

Podlinkuj

2009
sierpien (1)
wrzesień (2)

brak kategorii (3)
wszystkie (3)

dzień drugi: złapać sanbi (1)dzień pierwszy: misja z hidanem i kakuzu (1)prolog akatsuki donna (1)

elda



Lay by Vampire.

Dzień drugi: złapać Sanbi

piątek, 11.września.2009, 22:23
Weszłam do gabinetu Paina. Rudowłosy stał przy oknie.
-Liderze, wzywałeś? - zapytałam.
Pain wzdrygnął się lekko i odwrócił. Musiałam wyrwać go z jakiś ważnych myśli.
-Masz iść z Itachim i Kisame na misję - powiedział.
-Dlaczego mi to mówisz?
-To znaczy?
-Ostatnio o misji dowiedziałm się 5 minut przed nią.
-Teraz również dowiadujesz się 5 minut przed początkiem misji.
-Słucham? - byłam w szoku.
-To co słyszałaś. Itachi i Kisame czekają przed wejściem.
-A mogę chociaż wiedzieć o co w tej misji chodzi?
-Kisame ci powie. Ah, Donna, trzymaj się z dala od Itachiego. Bo Kisame w razie co nie będzie w stanie ci pomóc.
Chciałam coś powiedzieć, ale zamiast tego odwróciłam się i wyszłam.

Patrzyłam na bruneta. Szliśmy w rzędzie. Ja z prawej, w środku Kisame, po lewej Itachi. Zastanawiałam się o czym myśli.
-Kisame - zwróciłam się do niebieskiego, ale wciąż patrzyłam na Sharinganowca. - Zapomniałam sptać: o co chodzi w tej misji?
-Mamy złapać jinchūriki.
-A konkretnie?
-Yagura.
-Yagura? Czwarty Mizukage?
-Tak.
-To on ma w sobie Sanbi?
-Tak... Czekaj, skąd wiesz?
-Jestem zorientowana w demonach - powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko mrużąc oczy.
Kisame nie skomentował. Chociaż widać było, że chce wiedzieć skąd wiem o wszystkich demonach. I ile o nich wiem. A ja zastanawiałam się jak możemy złapać gościa, który używa siły wody tak jak Kisame.
-Radzę ci się nie mieszać - odezwał się Itachi.
Spojrzałam na niego.
-Dlaczego?
-Będziesz przeszkadzać.
Zatrzymałam się. Czułam się jakby ktoś mnie spoliczkował. Kisame również się zaytrzymał, a po chwili to samo zrobił Itachi.
-Uważasz, że jestem za słaba? - zapytałam wprost.
-Tak - odparł właściciel Sharingana.
-Więc po co mnie sprowadziłeś do Akatsuki?
-Pain chciał cię mieć przy sobie.
-Dlaczego?
-Bo jesteś ładna i możesz nam robić za...
-...dziwkę? - dokończyłam za niego.
-Możliwe. Chociaż pewnie do tego się nie nadajesz.
Nastała chwila milczenia. Nie wiedziałam co pierwsze mam powiedzieć: coś miłego, żeby załagodzić sytuację, czy może ciętą ripostę. Najwyraźniej Kisame myślał nad tym co zrobię. Zdecydowałam się.
-Może i będę dziwką w Akatsuki, ale na pewno nie jestem słaba - rzuciłam tylko. - I jak coś to nie przychodź do mnie tylko się zmasturbuj. Może tak będzie ci lepiej.
-Nawet bym cię nie tknął.
-A co, nie staje ci? - spytałam chamsko.
Poczułam jak na mojej szyi zaciska się dłoń bruneta. Kisame stał i nie wiedział co robić.
-Itachi, odpuść... - spróbował, ale Itachi posłał mu spojrzenie, po którym niebieski natychmiast ucichł.
Widziałam, że chce mi pomóc, ale nic nie mógł zrobić. Patrzyłam w czarne oczy bruneta.
-Inaczej nie potrafisz zareagować...? - wykrztusiłam.
Uścisk osłabł. Po chwili Itachi rzucił mnie na ziemię. Rozmasowałam szyję i spojrzałam na niego. Kisame na widok mojego wzroku cofnął się. W moich oczach pałała żądza mordu.
-Wstawaj - powiedział Itachi. - Idziemy dalej.

Jeden z trzech ogonów machnął tuż obok mnie. Uchyliłam się. Zrobiłam krok i chciałam wbiec po ogonie, żeby znaleźć się bliżej demona. Jednak przeszkodził mi w tym Itachi, który złapał mnie za nogę i miotnął mną o jedyne drzewo, które jeszcze w okolicy zostało. Osunęłam się na ziemię.
-Miałaś się nie wtrącać! - wrzasnął na mnie Itachi, który już przeszedł do ataku.
-Trochę trudno się nie wtrącać, kiedy jest się na polu walki... - mruknęłam.
Kisame pojawił się przy mnie. Pomógł mi wstać. W naszą stronę poleciał ogon. Kisame zdążyłby zrobić unik, gdyby nie ja. Jednak, jak się chwili okazało, Kisame zrobił unik. Ja zniknęłam tuż przed tym jak ogon uderzył w ziemię. W jaki sposób? Wisaiałam ciągle przewieszona przez ramię Itachiego.
-Ej, no! Postaw mnie! - krzyknęłam bijąc go po plecach.
I znów rzucił mnie na ziemię. Wstałam masując swój tyłek.
-Kurde, zabiję go kiedyś... - warknęłam.
Przed sobą zobaczyłam łapę Sanbiego. Tym razem uniki robiłam sama. Nagle usłyszałam trzask. Rozejrzałam się. Itachi wylądował na drzewie, łamiąc je. Teraz leżał na wpół przytomny. Kisame był zbyt zajęty unikaniem ogonów, by zwrócić na to uwagę. W stronę Itachiego leciał ostry jak brzytwa, wyrzeźbiony jak kolec odłamek skały. Ugięłam się lekko i popędziłam co sił w nogach. Brunet oprzytomniał trochę, ale nie zdążył by zrobić uniku.

Itachi spojrzał na mnie zdiwionym wzrokiem. Na twarzy miał moją krew. Klęczałam nad nim na czworaka, z ust ciekła mi krew.
Itachi spojrzał niżej. Z mojego brzucha wystawał spory kawałek ostrej skały. Uśmiechnęłam się.
-Itachi, jesteś cały? - spytałam plując krwią.
-T-tak... - jęknął.
Pierwszy raz zdarzyło mu się, żeby kobieta go ratowała.
-To dobrze... Pomóż... - jęknęłam.
Pomógł mi pozbyć się skały z brzucha. Krew buchnęła ze mnie jak z wodospadu. Zachwiałam się, ale nie upadłam. Odwróciłam się. W naszą stronę zmierzał pysk Sanbiego. Odepchnęłam Itachiego, by znalazł się poza zasięgiem pyska. Zamknęłam oczy. Sanbi już miał mnie pożreć, gdy ktoś powiedział:
-Dość.

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Ze zdziwieniem odkryłam, że jestem w lesie, z którego zabrali mnie Itachi i Kisame. Spojrzałam przed siebie, prosto w Sharingana, który właśnie się dezaktywował. Patrzyłam w czarne oczy.
Przede mną stał Itachi i Kisame.


.:Bycie Twoją wielbicielką jest darem, za który codziennie dziękuję, Jashinie:.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Dzień pierwszy: misja z Hidanem i Kakuzu

niedziela, 6.września.2009, 02:12
Obudziłam się rano i stwierdziłam, że ktoś na mnie siedzi. Otworzyłam oczy.
Niebieskie oczy wpatrywały się moje. Zarzuciłam lekko nogą. Nieproszony gość
zwijał się na podłodze, kiedy ja zaczęłam się ubierać.
Gdy skończyłam, stanęłam przed blond-włosym mężczyzną leżącym na podłodze.
-Jestem Deidara... - rzekł i spróbował się podnieść.
-Jestem Donna - odparłam i podałam mu dłoń.
Skorzystał z niej i po chwili stał już przede mną. Był ode mnie niższy o
jakieś 3-4 cm. Patrzyłam mu w oczy.
-Lider kazał mi przekazać tylko, że masz dziś misję z Hidanem i Kakuzu. I to
za jakieś 5 minut.
-Naprawdę?
Jej, pierwszy dzień i już misja?
-Tak. Ah, i oni będą twoimi opiekunami dopóki się tu nie zadomowisz.
-Miło...
Zaczęłam zmierzać w stronę drzwi. Zatrzymałam się i spojrzałam na blondyna.
-A kto to jest Hidan i Kakuzu? - zapytałam głupio.
-Poznasz ich, czekają już pewnie przed wejściem. I mała rada: uważaj na
Hidana.
Wyszłam z pokoju. Zmierzyłam długim korytarzem w stronę wyjścia. Nie zjadłam
nawet śniadania. Wyszłam na świeże powietrze. Rozejrzałam się i wzięłam
głęboki oddech. Rozkoszowałam się pięknym słonecznym dniem.
-Co tak długo? - zapytał ktoś niecierpliwie.
Spojrzałam przed siebie. Stał tam jakiś typek w masce na twarzy i zapiętym pod
szyję płaszczu organizacji.
-Eeee... No ja... Dopiero się dowiedziałam o misji - zaczęłam się tłumaczyć. -
Jestem Donna - uśmiechnęłam się i chciałam coś dodać, ale typek mi przerwał.
-Jestem Kakuzu. A Hidana podobno już poznałaś - dodał wskazując na
białowłosego, który wczoraj niechcący wylądował na ścianie. Oczywiście przeze
mnie.
-Cześć, młoda - rzucił i uśmiechnął się.
-A ty co? Taki stary, że do mnie per "młoda"? - spytałam chamsko.
Mina mu zrzedła.
-Jestem starszy od ciebie, smarkulo!
-Taa, widać na pierwszy rzut oka.
-Odwal się od moich włosów!
-Nie mów na mnie "młoda"!
-Zamknąć się! - wtrącił się Kakuzu. W jego głosie było coś co sprawiło, że się
przestraszyłam. Zamilkłam.
-Ojj, Kakuzu, nie bądź takiii... - zaczął się podlizywać Hidan.
-Idziemy - rzekł jednak Kakuzu nie zwracając na niego najmniejszej uwagi.
Ruszyliśmy. Długi czas było cicho. Ale w końcu nie byłabym sobą, gdybym nie
zaczęła wypytywać o różne rzeczy. Zbliżyłam się do Hidana.
-Hej, siw... eee... Hidan...
-Czego?
-Mam parę pytań.
-Tsk...
Nawet na mnie nie spojrzał.
-Ej, no przepraszam... Ja jestem ugodowa kobita, więc może ze mną pogadasz? -
nalegałam. Ale na tym nie skończyłam. Wiedziałam, że z takim tekstem się nie
uda, więc podeszłam do niego naprawdę blisko. Dotknęłam jego ramienia. Teraz
na mnie spojrzał.
-Ehh... Pytaj jak musisz...
-No więc... Co jest pomiędzy tobą a Kakuzu? - wypaliłam.
-No... Jesteśmy partnerami do misji. A co?
-Tylko?
-Tylko.
Chwila ciszy.
-A o co chodzi w tej misji?
-Kakuzu ma odebrać zapłatę z punktu wymiany.
Zamurowało mnie. Szliśmy kawałek w milczeniu.
-Eee...
-No?
-Ale po co aż trzy osoby?
-Mogą być pewne komplikacje. Możliwe jest, że po drodze ktoś będzie chciał się
zemścić za to, że zabiliśmy mu dziadka czy coś. Albo w samym punkcie, mogą nie
chcieć dać nam zapłaty.
-A ja tam po co?
-Może skuszą się na twoje wdzięki? - uśmiechnął się tym swoim aroganckim
uśmiechem.
Odeszłam od niego. Szliśmy dalej.


Punkt wymiany okazał się podziemną kryjówką. Tak zapyziałej dziury dawno nie
widziałam. Ale to jeszcze pół biedy. Hidan miał rację. Nie chciano nam dać
wypłaty za tego kogoś kogo Kakuzu i Hidan zabili. Kuzu właśnie negocjował.
-Miała być wypłata! Zabiliśmy kogoś bardziej wartościowego niż jakiś tam
jounin! - darł się na jakiegoś młodzika.
-Nie będzie pieniędzy. To był mistrz z mojej wioski - nie ustępował wysoki
fioletowo-włosy kretyn.
Postanowiłam się wtrącić.
-Czy nie można by po prostu spuścić z ceny, ale dać te pieniądze?
-Absolutnie nie!
-Ale...
-Donna, nie wtrącaj się - warknął Kakuzu.
-Ja tylko chcę pomóc! - oburzyłam się. Właśnie chciałam strzelić
fioletowo-włosego typka po pysku, może by dał w końcu tą kasę. Ale coś mi w
tym
przeszkodziło.
Hidan zaszedł mnie od tyłu, chwycił za rękawy mojej bluzki i szarpnął.
Wszystkim zebranym ukazał się mój dość obfity biust(oczywiście nie miałam
stanika). Poczułam, że robię się czerwona. Gościowi krew poszła nosem i to
dość solidnie. Kakuzu spojrzał tylko, prawdopodobnie uśmiechnął się pod maską.
Nie wiedziałam jak zareagować. Bo niby to, że patrzą to nic. Wychodzę z
założenia, że jeśli facet widział chociaż jedną nagą kobietę to widział
wszystkie. Więc to, że stałam z biustem na wierzchu to żaden wstyd. Ale kiedy
Hidan zaczął mnie bezczelnie macać odwinęłam się i chciałam uderzyć. Niestety
zrobił unik. Kopnęłam więc na wysokości krocza. Zwinął się w kłębek. Podeszłam
niego i zerwałam z niego płaszcz. Zrzuciłam z siebie strzępy bluzki i
założyłam długi czarny płaszcz przyozdobiony czerwonymi chmurkami.
-Za ten pokaz dostaniecie nawet premię - rzekł kretyn próbując uporać się z
silnym krwotokiem.
10 minut później wracaliśmy do bazy. Podszedł do mnie Kakuzu
-Donna? - zaczął.
-Tak?
-Dziękuję. Również za premię - powiedział z lekkim wysiłkiem.
-Nie ma za co. Cieszę się, że mój biust mógł się przyczynić do poprawy twojego
humoru - rzekłam z lekkim przekąsem.
-Tak przy okazji: ładny kawałek ciałka - spojrzał za zaokrąglenie widoczne pod
płaszczem Hidana.
-Dziękuję.
Hidan szedł kilka kroków za nami.


Weszliśmy do gabinetu Lidera.
-Raport - rzucił tylko.
-Wypłata odebrana, z dodatkiem premii - z dumą odparł Kakuzu.
-Jak to "z dodatkiem premii"? - zdziwił się Pain.
-Jak wymiennik zobaczył cycki Donny to dodał premię - uśmiechnął się Hidan
znów macając moje krągłości. Tym razem uprzedził mnie Kakuzu. Strzelił Hidana
aż echo poszło.
-Dobrze... A tak na marginesie: jaka miseczka? - spytał mnie bezczelnie Pain.
-Słucham? - nie zrozumiałam.
-Jaką miseczkę nosisz? - powtórzył.
-A bo ja wiem? Ostatnio chodzę bez stanika - dałam się złapać. - Ale normalnie
jakoś tak duże D, małe E... Jakoś tak...
-Heh... - rozmarzył się na chwilę Lider. - Dobra... - opamiętał się -
jesteście po misji, możecie się rozejść do pokoi.
Wyszliśmy z gabinetu i rozeszliśmy się. Nawet nie chciało mi się z Liderem
dyskutować o tym, że ta dwójka ma się mną opiekować. W drodze do pokoju
zahaczyłam jeszcze o kuchnię, żeby coś zjeść. Zrobiłam sobie kilka kanapek z
miodem, zjadłam i poszłam do swojego pokoju.


Otworzyłam drzwi i śmiało przekroczyłam próg. Spojrzałam na łóżko. Nie, spać
mi się nie chce. Poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się do
swojego odbicia. Jashinie, jak dobrze, że te pokoje są takie duże. I że mają
taką dużą łazienkę. Rozebrałam się, ciuchy rzuciłam na podłogę. Odkręciłam
wodę i weszłam pod prysznic. Umyłam włosy. Po chwili wyszłam z kabiny.
Chciałam wziąć ręcznik, ale coś złapało mnie za nadgarstek. Odwróciłam się.
Chciałam krzyknąć, ale napastnik już mnie całował - długo i namiętnie. Gdy się
ode mnie oderwał odkryłam, że to Hidan. Patrzył na mnie z takim pożądaniem,
że robiło mi się słabo. Mimowolnie jęknęłam. Hidan złapał mnie za pośladki.
Nim zdążyłam krzyknąć znów się do mnie przyssał. Podniósł mnie i posadził na
pralce. Złapał mnie za uda i rozsunął mi nogi. Siedziałam teraz okrakiem.
Uklęknął przede mną. Zanim zdążyłam zareagować zaczął łapczywie lizać moją
kobiecość. Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam pojękiwać. Chciałabym coś
zrobić, żeby go powstrzymać, ale byłam kompletnie bezradna. Hidan sprawiał, że
totalnie nie mogłam zareagować. Nie pozostało nic innego jak poddawać się
pieszczotom. Wyprostowałam się. Po chwili przed moimi oczami pojawiły się
jego.
Uśmiechnął się, nachylił i ugryzł mnie delikatnie w szyję. Potem bez
uprzedniego przygotowania mnie wszedł we mnie z impetem. I znów nie zdążyłam
krzyknąć, zaczął mnie całować. nasze języki próbowały się wzajemnie odepchnąć
by móc spenetrować usta partnera. Miałam zablokowane usta, ale wydobywały się
ze mnie ciche jęki rozkoszy połączonej z bólem. Hidan naparł na mnie i po
chwili leżałam na pralce, a on nie przestawał się we mnie wsuwać i wysuwać.
Białowłosy przygarbił się trochę i zaczął lekko ssać i przygryzać moje sutki.
Potem zaczął pieścić mój biust palcami. Gdy i to mu się znudziło przesunął
ręką po moim udzie, w stronę pośladków. Krzyknęłam cicho, gdy wsadził we mnie
dwa palce i zaczął nimi poruszać. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze.
Czułam, że już dłużej nie wytrzymam.
-Hidan... - jęknęłam.
Przerwałam, by z moich ust mogła się wydobyć kolejna seria jęków.
-Ja... już n-nie mogę... - udało mi się wykrztusić.
-Heh... - westchnął. Jeszcze parę pchnięć i poczułam jak we mnie rozlewa się
ciepły płyn. Ostatni jęk wydobył się ze mnie. Hidan wyszedł ze mnie i nachylił
się nade mną. Dyszał lekko, ale był zadowolony. Ja również dyszałam. Po chwili
udało mi się pozbierać. Wstałam z pralki i uklękłam przed białowłosym. Wzięłam
jego penisa ręki i zaczęłam ruszać nadgarstkiem intensywnie pracując. Chwilę
później wzięłam go całego do ust. Delikatnie przygryzałam, ssałam, jeździłam
po nim językiem. Potem znowu popracowałam ręką. Gdy widać było, że zaraz
będzie po wszystkim liznęłam jeszcze raz. Hidan spuścił się na mnie. Wstałam i
spojrzałam Hidanowi w oczy. Potem poszłam ponownie się umyć.
-Donna... Teraz tak pomyślałem... A co jeśli... - dobiegł mnie jeszcze głos
Hidana.
Co jeśli zajdę w ciążę? Tak pewnie teraz myślał. A co go to obchodzi? Chciał
mnie przelecieć to przeleciał. Tsk... No tak, spuścił się będąc we mnie... Ale
z tym nie ma problemu... Nie ma problemu, bo...
-W porządku, Hidan... - rzuciłam. - Jestem bezpłodna...


Leżałam w łóżku i zastanawiałam się co będzie następnego dnia. Co się wydarzy?
Dziś pieprzyłam się z Hidanem. A jutro? Który mnie będzie chciał przelecieć?
Jednego byłam pewna: reszcie się tak łatwo nie dam. Pod warunkiem, że w ogóle
się im dam! Heh, jeszcze mnie popamiętają niektórzy... Na przykład ten
Uchicha... Co on sobie myśli? Że jak ma Mangekyu Sharingan to może robić co
chce? Jego niedoczekanie. Tak czy siak, zobaczymy co przyniesie jutro. Tak
myśląc powoli zasnęłam.


.:Bycie Twoją wielbicielką jest darem, za który codziennie dziękuję, Jashinie:.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Prolog

niedziela, 30.sierpnia.2009, 10:44
Dzień niby zaczął się jak zawsze: prysznic, kawa i gazeta. Jednak coś mnie niepokoiło. Miałam przeczucie, że coś się dziś stanie. Coś co zmieni całe moje życie. W sumie to nie narzekam, mogłoby coś się stać, by moje życie nie było już takie nudne.
Kończyłam czytać gazetę z nowością: jakiś tam służący Mizukage został zamordowany, podejrzewano Akatsuki. No tak, kogo innego można podejrzewać. Dopiłam kawę, rozejrzałam się po pustym mieszkaniu i wyszłam.
Poszłam na spacer, bo od trzech dni nie dostawaliśmy żadnych misji od pani Tsunade. Zagłębiałam się coraz bardziej w las. Rozkoszowałam się nadmierną ciszą. Znalazłam jakąś polankę, na której stał dość spory głaz. Wdrapałam się na niego i zaczęłam podziwiać wysokie drzewa, po których buszowały wiewiórki.
Nagle coś się poruszyło po mojej prawej stronie. Zerwałam się na nogi i przygotowałam do kontrataku. Z krzaków wyszła czarna wiewiórka. Uspokoiłam się, odetchnęłam i uśmiechnęłam. Schowałam kunaia i podeszłam do wiewiórki. Z reguły nie są ufne, ale ta dała się pogłaskać. Nagle czarna kicnęła na drzewo.
Wiedziałam co się święci, ale nie zdążyłam zrobić nawet kroku. Kunai przeciwnika oparł się o moje gardło, do mojego ucha dobiegł aksamitny głos.
-Puszczę cię, ale musisz mi coś obiecać.
-Niby co? - zapytałam głupio.
-Masz być grzeczna, zrozumiano?
Zastanowiłam się szybko. Mam inne wyjście?
-Obiecuję.
Zostałam uwolniona z żelaznego uścisku, kunai zniknął.
-Odwróć się i siadaj.
Zrobiłam co mi kazano. Odwróciłam się a wtedy zobaczyłam wysokiego bruneta o intensywnie czerwonych oczach. Poznałam w nich Mangekyu Sharingan. Obok niego stał równie wysoki jegomość o niebieskiej skórze. Usiadłam na głazie.
-Masz odpowiadać tak lub nie, jasne? - spytał brunet.
Kiwnęłam głową.
-Jesteś Donna Roxanne Aksey?
-Tak
-Mieszkasz sama?
-Tak.
-Pójdziesz z nami.
-Eee, ale to nie było pytanie. To było stwierdzenie faktu - zauważyłam.
-Oczywiście. A wiesz dlaczego?
-Nie?
-Bo z nami pójdziesz - zakończył tą jakże interesującą dyskusję czerwono-oki.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Właściwie to czemu nie - powiedziałam i wstałam.
Podążyłam za dwoma nieznajomymi.


Po naprawdę długim biegu dotarliśmy do wielgachnej jaskini. Weszliśmy do środka, a wtedy równie wielki głaz spadł zagradzając drogę powrotną. Zrobiło się totalnie ciemno. Po chwili zapaliły się pochodnie. Szliśmy korytarzem wydrążonym w skale. Po dłuższej chwili zwróciłam uwagę na to, że im dalej idziemy tym normalniej on wygląda. Teraz podłoże wyłożone było terakotą. Hyh, jak dziwnie. Oczywiście zamiast patrzeć przed siebie gapiłam się na posadzkę.
Wpadłam na coś. Spojrzałam, a to coś okazało się brunetem, który po prostu się zatrzymał. Staliśmy przed drzwiami. Brunet wskazał je ręką. Zrozumiałam, że mam wejść. Otworzyłam drzwi i weszłam. Ciemno jak cholera.
-Itachi, Kisame, spóźniliście się! - dobiegł skądś krzyk.
I znowu ta sztuczka z nagłym zapaleniem światła. Tym razem było ono bardzo intensywne. Zwinęłam się lekko, oparłam o coś co wydawało mi się ścianą i krzyknęłam.
-Do jasnej cholery, ja chyba oślepłam!
Ściana dotknęła mnie w biust. Zrobiłam krok do tyłu, wyprostowałam się i uderzyłam na oślep. Coś trzasnęło. Spróbowałam się rozejrzeć z wyraźnym efektem. Oczy przyzwyczajały się do światła. Spojrzałam przed siebie. Białowłosy mężczyzna wstawał z podłogi podpierając się ściany.
-Ojj... - jęknęłam.
Spojrzałam na ludzi znajdujących się w pomieszczeniu. Oprócz mnie i dwóch gości, z którymi przyszłam, był tu zakolczykowany rudowłosy stojący za biurkiem i białowłosy, który zdążył już wstać. Teraz masował sobie szczękę. Och tak, musi się na mnie miło patrzeć, kiedy robię z siebie kretynkę.
-Ekhm... - odchrząknął rudy. Spojrzałam w jego stronę. Zakolczykowany rudowłosy gościu patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Może to przez Rinnegan? Nie... To było takie przenikliwe spojrzenie.
-Słucham? - spytałam uprzejmie.
-Witamy w siedzibie Akatsuki, panno Aksey - zaczął rudzielec.
-Eee, po co ta formalność? Donna jestem - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę do faceta. Uścisnął ją niepewnie.
-Pain - przedstawił się. - Jestem tu liderem.
-Dobrze wiedzieć.
-Wydajesz się nieco... dziwna...
-Tak, wszyscy mi to mówią - odparłam z dumą.
-Przejdźmy do rzeczy. Jesteś tutaj, ponieważ pragnę, abyś...
-...dołączyła do waszej organizacji? - dokończyłam.
-Tak.
-W porządku, ale najpierw trzy sprawy.
-Tak? - spytał lider zaskoczony tym, że ktoś stawia mu warunki.
-Po pierwsze: dlaczego akurat ja?
-Bo masz odpowiednie kwalifikacje i umiejętności.
-Aha, po drugie: ostrzegam-mam wyjątkowo trudny charakter.
-Da się przeżyć - powiedział Pain uśmiechając się lekko.
-I po trzecie - podeszłam do białowłosego, pochyliłam się lekko - przepraszam.
-No nie ma sprawy, złotko - uśmiechnął się i nachylił. - Ale jakoś to sobie odbiję - szepnął mi do ucha.
Pain zlitował się nade mną. Lub białowłosym, bo jeszcze chwila a nie wiadomo co bym zrobiła. Jestem nieprzewidywalna jak pogoda.
-Kisame, oprowadź ją.
Niebieski uśmiechnął się lekko, że upiecze mu się opieprz.
-Oh, nie martw się, Itachi potem ci przekaże - dodał lider zanim zdążyliśmy wyjść.
Niebieski zmarkotniał nagle. Westchnął ciężko. Wyszliśmy z gabinetu lidera i poszliśmy długim korytarzem.
Zaczęłam zwiedzanie mojego nowego "mieszkania". Ciekawe co się jeszcze dziś wydarzy...?


.:Bycie Twoją wielbicielką jest darem, za który codziennie dziękuję, Jashinie:.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii